Autorka:  2015-08-03

Śnieżna z perspektywy pewnej kursantki, czyli o tym że plany są po to żeby móc je zmieniać;)

(3 głosów)

Były ostatnio relacje „wyjadaczy”, była „szczypiorka” to niech będzie i krótka relacja kursantki ;).

 


Rzecz działa się w miniony weekend. W piątek w godzinach popołudniowych ruszyliśmy w kierunku dobrze wszystkim znanym. Co prawda droga okazała się trochę pokręcona, a wyjazd z Warszawy nie taki znów ewidentny, ale już koło pierwszej w nocy nasza wesoła gromadka w składzie: Janek Dudziec, Czarek Kolak, Szymek Gabryś i ja niżej podpisana dotarła na bazę.


Plan na sobotę zakładał zaporęczowanie Jaskini Śnieżnej przed planowaną przez chłopaków na niedzielę akcję przejścia trawersu między otworami Wielkiej Litworowej i Śnieżnej.
O 10 umówiliśmy się u wlotu do Doliny Małej Łąki  z Wojtkiem Styrczulą, który zgodził się do nas dołączyć i nadzorować poczynania raczkującej grotołazki (czyli moje jak nietrudno się domyślić). Plany planami. Już wyjazd z Warszawy pokazał nam, że każdy plan można zmienić ;). Tym razem przyczyną małego opóźnienia okazały się kalosze, a raczej ich brak ;) *Na szczęście to nie ja ;).


Po krótkim przymusowym postoju, ruszamy szybciej lub wolniej do otworu (nie da się ukryć, że demonem prędkości na podejściu nie byłam, ale jako rodzynek mogłam liczyć na sporą dawkę wyrozumiałości za co chylę czoła przed moimi znakomitymi Towarzyszami :) ) . Dotarłszy pod otwór spotkaliśmy wygrzewającą się ekipę z Katowic, która miała zejść po do jaskini po zaporęczowaniu zejścia przez ekipę kursową, która zeszła chwilę wcześniej. Pogoda zdecydowanie przemawiała za odroczeniem wejścia, jednak po chwili zastanowienia, stwierdziliśmy że należy zacząć zjeżdżać w głąb otworu. Szymon z Cezarym ruszyli do boju :). Katowicką ekipę kursową spotkaliśmy przy Wielkiej Studni. Udało nam się zjechać przed ich wyjściem, a ponieważ za nami już zbliżał się drugi katowicki zespół – Wielka Studnia wypełniła się światłem. Fantastyczny efekt zdecydowanie na długo zachowam w pamięci , a i wrócę tam z  ogromną przyjemnością :).
Zgodnie z planem dotarliśmy do Suchego Biwaku i rozpoczęliśmy powrót. Przy wyjściu podjęłam nieudaną próbę zgubienia siebie, Wojtka i Cezarego lecz niestety zasada „nigdy nie wierz kursantce” była przestrzegana restrykcyjnie. Próba odnalezienia nowego przejścia spełzła na niczym i na kolejne próby mi już nie pozwolono. Nic to ;). Nie będę się poddawać i skorzystam z kolejnej nadarzającej się okazji :).


Wyjście po następujących po sobie nieubłaganie odcinkach udowodniło mi po raz kolejny, że zdecydowanie warto i należy solidnie przygotować się do obozu letniego, a nierówna walka ze Studnią i Lodospadem dodała motywacji do przećwiczenia podejść na kolejnych ćwiczeniach na wieży.
*Uwaga dla moich wrześniowych współkursantów – weźcie sobie do serca sugestię Janka, że przed obozem trzeba się solidnie przygotować, bo wyjścia bywają wymagające. Warto, bo jaskinie przed nami fantastyczne i od nas zależy, jak dużą przyjemność nam przyniosą. No i zapraszam na wieżę jak tylko będzie okazja.

Wyjście na osłoneczniony stok pomogło szybko się zregenerować i zejść do doliny. Chwila odpoczynku i w dół. Odprowadzał nas ogromny wschodzący księżyc i rodzina lisów :).
Dzień zakończyliśmy późną kolacją i pogaduchami z obecnymi na bazie. Ustalił się również w miarę ostateczny skład ekipy, która miała ruszyć na trawers Litworowa-Śnieżna. Rankiem (jeśli godzinę 10 wciąż można określać tym mianem) podjęta została decyzja o przesunięciu akcji na poniedziałek  na okolice godziny 4 rano, dzięki czemu cała trójka (Janek Dudziec, Adam Różański i Mariusz Mejza) mogła w pełni zregenerować się przed przejściem. Akcja regeneracja odbyła się w Oravicach co sprawiło ekipie rozszerzonej o rodzinę Adama mnóstwo radości :).
Późnym popołudniem ograniczenia pracowe wymogły na części ekipy powrót do Warszawy. W tej chwili pozostała część jest w trakcie trawersu. Trzymajmy mocno kciuki :). Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się relacja z udanego przejścia.
*Z chęcią dorzuciłabym kilka zdjęć, jednak skupiona na korzystaniu z uroków wyjścia zapomniałam o ich wykonaniu ;). Jeśli się uda to dorzucę w najbliższym czasie kilka zdjęć wykonanych przez Czarka i Szymka.

Przeczytano 1089 razy

Podziel się

share on facebook share on linkedin share on twitter
Joanna Wolańska

Życiowa optymistka, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Raczej zada Ci pytanie „Kiedy zaczynamy?”, aniżeli : „Czy to się da zrobić?”.

Współpracujemy z:

 

 

Jesteśmy członkiem PZA 
Współpracujemy z e-przemek.pl

 

Skontaktuj się z nami

Masz pomysł na ciekawą wyprawę, projekt?

Chciałbyś poznać wyjątkowych i wyjątkowo dzielnych ludzi?

Chciałbyś spróbować swoich sił w poruszaniu się po górach i jaskiniach?

skontaktuj się