Autor:  2015-04-28

Jaskinia Czarna na sportowo

(4 głosów)

W miniony weekend (25-26.04) wybraliśmy się w Tatry małą ale wesołą ekipą. Jedni chcieli skorzystać z dobrej pogody i pochodzić po szlakach, ja chciałem trochę pobiegać po górach, natomiast głównym celem Bartka i moim było spróbowanie swoich sił w szybkim przejściu Jaskini Czarnej od otworu głównego do północnego. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Start niedziela rano.

Na podejściu od Polany Pisanej okazało się, że warunki są bardzo dobre, śnieg już zdążył zniknąć i ostatnia część stromego podejścia była łatwa i bezpieczna. Przed jaskinią szybko się przebraliśmy, stanęliśmy przed otworem i włączyliśmy stoper.

 Szybki zjazd Zlotówką i ruszamy przez kolejne prożki wspinając je bez większych problemów. Linę trzeba wyciągnąć z wora na Trawersie Herkulesa gdzie z góry leje się konkretny strumień wody. Idziemy z lotną asekuracją, Bartek prowadzi. Asekuracja się przydaje pod koniec trawersu kiedy udało mi się jakimś cudem zsunąć w dół… Postanawiam nie spieszyć się już tak bardzo i robimy małą przerwę na łyk wody i odpoczynek. Komin Węgierski wspinam pierwszy, Bartek asekuruje i po kilku przelotach asekuruję Barta z góry. Szybko zjeżdżamy Studnią Smoluchowskiego i dochodzimy do Szmaragdowego Jeziorka. Tutaj zaskakuje nas wysoki poziom jeziorka i startować do trawersu trzeba stojąc w wodzie. Trawers nad jeziorkiem robimy szybko i z lotną asekuracją w co bardziej stresujących momentach asekurując partnera z ciała po wpięciu się lonżą w Batinox. Bez problemów klasycznie pokonujemy trzy kolejne przeszkody: Prożek Furkotny, Przewieszoną Wantę i Komin Furkotny. Przeszliśmy nad Studnią Imieninową i chcieliśmy skorzystać z drogi “standardowej” natomiast okazało się, że w korytarzyku jest prześwit około 30 cm… szybko zdecydowaliśmy że idziemy obejściem przez ciasną szczelinę. W Sali Bernarda robimy mały przystanek i postanawiamy do okienka na Progu Latających Want dojść bez asekuracji a dopiero dalej związać się liną. Udało się choć worki na plecach nie pomagały i momentami było niewesoło… Bartek przewspinał ostatni fragment Progu tak szybko że ja mogłem z czystym sumieniem zmarnować zaoszczędzony czas wspinając się na drugiego szarpiąc się z worami na tych ostatnich mertach wspinu. Gdyby nie plakietka na której stanąłem żeby sobie pomóc to bym nie nie wyszedł ;-)

Wyczołgaliśmy się z jaskinia umazani w czarnej brei i wyłączyliśmy stoper. 3:07 minut. Czas lepszy niż się spodziewaliśmy. Dopełnieniem szczęścia było zjeżdżanie po ośnieżonym zboczu na tyłku :-) W drodze powrotnej czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka na szlaku, żmija zygzakowata której o mało nie zdeptałem. Staliśmy tak sobie z Bartkiem i dłuższą chwilę gapiliśmy się na metr od nas leżącą żmiję, aż wyraźnie zniesmaczona leniwie po chwili odpełzła ze szlaku.

 

Bartosz Gołębiowski

Piotr Chrzanowski

Przeczytano 2295 razy

Podziel się

share on facebook share on linkedin share on twitter

Współpracujemy z:

 

 

Jesteśmy członkiem PZA 
Współpracujemy z e-przemek.pl

 

Skontaktuj się z nami

Masz pomysł na ciekawą wyprawę, projekt?

Chciałbyś poznać wyjątkowych i wyjątkowo dzielnych ludzi?

Chciałbyś spróbować swoich sił w poruszaniu się po górach i jaskiniach?

skontaktuj się