Relacje (79)

środa, 19 sierpień 2015 00:00

FARFALE ZE SZPINAKIEM BY MARIUSZ M.

Autor:

4-5 sierpnia 2015 r.

Trawers z jaskini Wielka Litworowa do Wielka Śnieżna.

Skład ekipy:

Jan Dudziec (Kierownik),

Adam Różański (uczestnik, główny poręczujący),

Mariusz Mejza (uczestnik zwykły).

Jakiś czas temu Janek spytał, czy nie chciałbym wybrać się do jaskini w terminie 1 -2 sierpnia. Mówił, że chce iść do Ptasiej Studni na stare dno. Dodawał z uśmiechem, że powinienem być zadowolony, gdyż wprawdzie ostatnio byłem w Ptasiej do dna nowego, ale wybrać się do jaskini zawsze warto. Intrygował mnie trochę niewielki uśmieszek towarzyszący stwierdzeniu, że powinienem być zadowolony... 

4-5 sierpnia2015 r.

Trawers z jaskini Wielka Litworowa do Wielka Śnieżna.

Skład ekipy:

Jan Dudziec (Kierownik),

Adam Różański (uczestnik, główny poręczujący),

Mariusz Mejza (uczestnik zwykły).

Już jakiś czas temu Janek spytał czy nie chciałbym wybrać się do jaskini w terminie 1 -2 sierpnia. Mówił, że chce iść do Ptasiej Studni na stare dno. Dodawał z uśmiechem, że powinienem być zadowolony, gdyż w prawdzie ostatnio byłem w Ptasiej do dna nowego, ale zawsze wybrać do jaskini warto. Lekko intrygował mnie niewielki uśmieszek przy stwierdzeniu, że powinienem być zadowolony.

Korzystając z okazji i urlopu wypoczynkowego w Tatry wybrałem się w środę wieczorem tak, aby jeszcze się co nieco powspinać. Janek dał mi znak sygnał żebym zgłosił się na bazie u Pani Krysi w sobotę wieczorem no i że w sobotę z ekipą poręczują Wielką Śnieżną tak abyśmy mogli pójść na trawers Wielka Litworowa – Wielka Śnieżna (tu uśmiech się wyjaśnił ). 

Zameldowałem się na bazie popołudniem gdzie spotkałem trzeciego do wyjście (Adama Różańskiego). Jak tylko rozpakowałem się to okazało się, że zapętliłem gdzieś świeżo zakupione kalosze, które kupiłem sobie Pod Wantą w Zakopanem. Kalosze te taszczyłem ze sobą od czwartku po całych Tatrach. Dzięki pomocy Różana kalosze odebrałem w Zakopcu (zostały w samochodzie, którym wracałem z doliny Gąsienicowej). 

Ekipa z Śnieżnej wróciła stosunkowo późno i zmęczona. Wyjście zarządzono na 12:00 lub 14:00 dnia następnego. Rano z Adamem ustaliliśmy, że zaczynać po południu akcję to nie jest jeden z tych najlepszych pomysłów. Ustaliliśmy, że lepiej będzie wstać w poniedziałek o 3:00 rano i ruszyć na szlak o 4:00. Janek przystał na naszą propozycję.

Niedzielę uczciliśmy wizytą w słowackich termach. Było ciepło, miło i sympatycznie. Rest przed wyrypą jak się okazało był jak najbardziej wskazany (wprawdzie po drodze była laguna, ale woda nie była już tak ciepła).

Jak zaplanowaliśmy tak i wstaliśmy. Syte śniadanie składające się z jajecznicy z kiełbasą i cebulą zaopatrzyło nas w sowity zapas mocy na nadchodzącą wyrypę. Po śniadaniu podjechaliśmy pod dolinkę Małej Łąki i już o 4:30 byliśmy na szlaku w kierunku celu.

Spacer do dziury przebiegał gładko, bez zbędnego opierdalania się i zbędnego dociskania tempa. Najprostsza droga do Wielkiej Litworowej prowadzi przez Kobylarzowy Żleb, który jest wszystkim grotołazom znany i lubiany. Koniec końców dotarliśmy pod otwór o 7:30.

Do jaskini weszliśmy parę minut po godzinie 8.00. Od samego początku aż do końca poręczował Różan. Szło mu to szybko i z gracją (węzły wiązały się jakby na zawołanie). Takowym sposobem o godzinie 10:00 dotarliśmy pod pierwszy płytowiec, gdzie zrobiliśmy sobie krótką przerwę. Tu ewidentnie jaskinia z obszernej i wygodnej do poruszania wraz z partiami zakopiańskimi staje się ciaśniejsza i wymagająca dużo większej uwagi tak, aby się nie pogubić.

Po partiach zakopiańskich przyszedł czas na zapoznanie się z klasykami takimi jak Magiel, Elektro magiel i Laguna. Śpieszę donieść, że Magiel i Elektromagiel są mocno przereklamowane (takie tam pochylnie gdzie strop od spągu nie są od siebie oddalone zanadto). Co do Laguny to mam zimne i mokre wspomnienie. Nalało mi się wody do już mocno zdezelowanych rękawic a wór, który ciągnęliśmy ze sobą raczył się klinować i mocno spowalniać akcję. 

Dla odmiany Partie Krokodyla okazały się długie i nie za szerokie, i jak dla mnie dosyć upierdliwe. Z drugiej strony cieszę się, że nie zawiodłem się na nich tak jak na Maglu i Elektromaglu. 

Jan dzielnie i z rozwagą prowadził nas przez skomplikowany labirynt ze spokojem i pewnością siebie. To podejście pozwalało nam nie martwić się nad to i skupić się na pokonywaniu następnych metrów i kontemplowaniu sporej ilości zacisków i przełazów.

Gdy dotarliśmy do charakterystycznej czarnej strzałki opatrzonej literami NK (Nad Kotlinami) wiedziałem, że już prawie jesteśmy w domu (jeszcze tylko chwilka i na autostradę A2). Pozostało tylko „pałować” do góry .

Po drodze skorzystaliśmy z dwóch biwaków, które były naprawdę miłymi rostowymi miejscami. Pierwszym był nowy biwak w okolicach krokodyla a drugim drugi biwak w Wielkiej Śnieżnej. Namiot z folii NRC czy prosty namiot z TESCO stają się w takich miejscach luksusem. Ugotowaliśmy sobie na drugim popasie farfale ze szpinakiem, które uczciwie podzieliliśmy pomiędzy naszą trójkę. Na prowiant dodatkowo składały się czekoladki i inne słodycze, kiełbasa i kabanosy. 

Jako początkujący grotołaz gorąco polecam braci taką wycieczkę. Ze względu na dość mocno skomplikowane ciasne partie jaskini trzeba pójść z kimś, kto orientuje się w labiryncie korytarzy. Każdy młody stażem jaskiniowy wędrowiec powinien taką akcję zaliczyć ze względów poznawczo- turystycznych.

MTM.

W dwóch pierwszych tygodniach lipca miała miejsce wyprawa grupy SPELEOnurkowanie, gdzie wśród zrzeszonych są członkowie SW, do Albanii i Kosowa. W Albanii nurkowano sportowo w jaskiniach Viroit, Skotini i Petranik, które cechują się dużymi głębokościami i krystalicznie czystą wodą. Pozwoliło to pasjonatom podwodnej fotografii: Irenie Stangierskiej, Wieśkowi Zahorowi i Łukaszowi Stelmaszczykowi na zrobienie pięknych zdjęć. Poza nimi w tej części wyprawy brali udział: Andrzej Zalewski, Rafał Kalinowski, Waldek Królak, Piotr Karpiński oraz Dominik Graczyk „Honzo” (SW) w roli kierownika wyprawy.

Były ostatnio relacje „wyjadaczy”, była „szczypiorka” to niech będzie i krótka relacja kursantki ;).

 

Były ostatnio relacje „wyjadaczy”, była „szczypiorka” to niech będzie i krótka relacja kursantki ;).



Rzecz działa się w miniony weekend. W piątek w godzinach popołudniowych ruszyliśmy w kierunku dobrze wszystkim znanym. Co prawda droga okazała się trochę pokręcona, a wyjazd z Warszawy nie taki znów ewidentny, ale już koło pierwszej w nocy nasza wesoła gromadka w składzie: Janek Dudziec, Czarek Kołak, Szymek Gabryś i ja niżej podpisana dotarła na bazę.
Plan na sobotę zakładał zaporęczowanie Jaskini Śnieżnej przed planowaną przez chłopaków na niedzielę akcję przejścia trawersu między otworami Wielkiej Litworowej i Śnieżnej.
O 10 umówiliśmy się u wlotu do Doliny Małej Łąki  z Wojtkiem Styrczulą, który zgodził się do nas dołączyć i nadzorować poczynania raczkującej grotołazki (czyli moje jak nietrudno się domyślić). Plany planami. Już wyjazd z Warszawy pokazał nam, że każdy plan można zmienić ;). Tym razem przyczyną małego opóźnienia okazały się kalosze, a raczej ich brak ;) *Na szczęście to nie ja ;).
Po krótkim przymusowym postoju, ruszamy szybciej lub wolniej do otworu (nie da się ukryć, że demonem prędkości na podejściu nie byłam, ale jako rodzynek mogłam liczyć na sporą dawkę wyrozumiałości za co chylę czoła przed moimi znakomitymi Towarzyszami :) ) . Dotarłszy pod otwór spotkaliśmy wygrzewającą się ekipę z Katowic, która miała zejść po do jaskini po zaporęczowaniu zejścia przez ekipę kursową, która zeszła chwilę wcześniej. Pogoda zdecydowanie przemawiała za odroczeniem wejścia, jednak po chwili zastanowienia, stwierdziliśmy że należy zacząć zjeżdżać w głąb otworu.Szymon z Cezarym ruszyli do boju :). Katowicką ekipę kursową spotkaliśmy przy Wielkiej Studni. Udało nam się zjechać przed ich wyjściem, a ponieważ za nami już zbliżał się drugi katowicki zespół – Wielka Studnia wypełniła się światłem. Fantastyczny efekt zdecydowanie na długo zachowam w pamięci , a i wrócę tam z  ogromną przyjemnością :).
Zgodnie z planem dotarliśmy do Suchego Biwaku i rozpoczęliśmy powrót. Przy wyjściu podjęłam nieudaną próbę zgubienia siebie, Wojtka i Cezarego lecz niestety zasada „nigdy nie wierz kursantce” była przestrzegana restrykcyjnie. Próba odnalezienia nowego przejścia spełzła na niczym i na kolejne próby mi już nie pozwolono. Nic to ;). Nie będę się poddawać i skorzystam z kolejnej nadarzającej się okazji :).
Wyjście po następujących po sobie nieubłaganie odcinkach udowodniło mi po raz kolejny, że zdecydowanie warto i należy solidnie przygotować się do obozu letniego, a nierówna walka ze Studnią i Lodospadem dodała motywacji do przećwiczenia podejść na kolejnych ćwiczeniach na wieży.
*Wstawka dla moich wrześniowych współkursantów – weźcie sobie do serca sugestię Janka, że przed obozem trzeba się solidnie przygotować, bo wyjścia bywają wymagające. Warto, bo jaskinie przed nami fantastyczne i od nas zależy, jak dużą przyjemność nam przyniosą. No i zapraszam na wieżę jak tylko będzie okazja.
Wyjście na osłoneczniony stok pomogło szybko się zregenerować i zejść do doliny. Chwila odpoczynku i w dół. Odprowadzał nas ogromny wschodzący księżyc i rodzina lisów :).
Dzień zakończyliśmy późną kolacją i pogaduchami z obecnymi na bazie. Ustalił się również w miarę ostateczny skład ekipy, która miała ruszyć na trawers Litworowa-Śnieżna. Rankiem (jeśli godzinę 10 wciąż można określać tym mianem) podjęta została decyzja o przesunięciu akcji na poniedziałek  na okolice godziny 4 rano, dzięki czemu cała trójka (Janek Dudziec, Adam Różański i Mariusz Mejza) mogła w pełni zregenerować się przed przejściem. Akcja regeneracja odbyła się w Oravicach co sprawiło ekipie rozszerzonej o rodzinę Adama mnóstwo radości :).
Późnym popołudniem ograniczenia pracowe wymogły na części ekipy powrót do Warszawy. W tej chwili pozostała część jest w trakcie trawersu. Trzymajmy mocno kciuki :). Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się relacja z udanego przejścia.
*Z chęcią dorzuciłabym kilka zdjęć, jednak skupiona na korzystaniu z uroków wyjścia zapomniałam o ich wykonaniu ;). Jeśli się uda to dorzucę w najbliższym czasie kilka zdjęć wykonanych przez Czarka i Szymka.

Opowieść o tym że:

1. sen jest zupełnie zbędny i należy go ograniczać do niezbędnego minimum;

2. pogoda w górach płata figle i należy się z tym… pogodzić; 

3. telefon od Przyjaciela może zdarzyć się wszędzie;

4. chudemu nie zawsze najłatwiej w zacisku;

5. lufa na powierzchni i lufa w jaskini to zupełnie dwie różne sprawy;

6. w Wielkiej Świstówce mieszka misio, ale nie pożera grotołazów tylko borówki;

 

Pierwsze Koty za Płoty – czyli historia pewnej czarnej dziury z perspektywy szczypiorka ;)

 

czwartek, 09 lipiec 2015 00:00

Ptasia 20/21-06-2015r. by Mariusz M.

Autorka:

Z racji tego, że człowiek już nie taki młody i spodobały mi się lekkie akcje zamiast ciężkich wyryp, postanowiłem zebrać jakąś większą lub mniejszą ekipę na weekend działalności jaskiniowo-powierzchniowej w Tatrach. W celu zmontowania ekipy pod wezwaniem wspin/ jaskinia dałem anons na mailu klubowym i kursowym SW.

Miłe złego początki – czyli wspinanie w Sokolikach (12-15 VI), ale w końcu i tak trzeba trafić na Jurę…

 

Druga część szkolenia Krzyśka Letkiego, Izy Łukowskiej, Rafała Parysa i Mariusza Soćko odbyła się na tzw. białym mydle – w Podlesicach i Rzędkowicach.

 

Pomysł wspólnych ćwiczeń na wieży nie jest pomysłem nowym. Jednak osoby bez kart oprócz ćwiczeń kursowych lub innych akcji specjalnych (jak manewry klubowe) ze względu na przyjęte zasady okazji za bardzo nie mają. Stąd też pojawił się pomysł organizacji otwartych ćwiczeń, w których uczestniczyć będą mogły zarówno osoby z kartami taternika jak i osoby kart nie posiadające. I mimo początkowych trudności spotkanie takie odbyło się w ubiegłą sobotę.

piątek, 19 czerwiec 2015 00:00

„Widok z widokiem”

Autorka:

„Widok z widokiem” - relacja Asi i Mariusza z weekendowego wyjazdu w Tatry. 

...

W ostatni weekend razem z Asia S. postanowiliśmy pospacerować po Tatrach Wysokich i przy okazji co nie co się powspinać.

Zgadaliśmy się dość późno w piątek, ale najważniejsze, że wszystko udało się zorganizować. Ostatnie bilety autokarowe zakupione przez internet do Zakopanego z zapewnieniem ze dojedziemy cali do celu :). Przewoźnik umowy dotrzymał.

czwartek, 18 czerwiec 2015 00:00

Kurs wspinaczkowy w Sokolikach

Autorka:

Kurs wspinaczkowy w Sokolikach - relacja Rafała Kardasia

Ruszyły klubowe kursy wspinaczkowe w skałkach. W dniach 12-15 czerwca 2015 r. odbyliśmy pierwszy etap z wybranej przez Krzyśka Letkiego, Izę Łukowską, Mariusza Soćko i Rafała Parysa opcji sześciodniowej. Mieliśmy za sobą już dwa wcześniejsze spotkania na ścianie wspinaczkowej UW, co pozwoliło sprawnie przystąpić do działań w terenie.

piątek, 12 czerwiec 2015 00:00

Rozpoczęcie sezonu wspinaczkowego

Autorka:

Rozpoczęcie sezonu wspinaczkowego 

Wspin w dniach 16-17.04.2015r  w Olsztynie - Michał Humienik i Radek Szymański (bez pokrewieństwa z Panią Prezes)

Główny cel wyjazdu to sprawdzenie nowego rejonu wspinaczkowego w dolinie Wiercicy

Trasa Warszawa - Częstochowa - Olsztyn - Złoty Potok - dol Wiercicy

czwartek, 11 czerwiec 2015 00:00

Rower - Asie w trasie

Autorka:

RowerAsie w trasie

Zapraszam na krótką relację z wycieczki rowerowej na Jurę, która miała miejsce w dniach 30-31.05.2015r. W eskapadzie udział wzięły dwie speleo-Asie. Pokonany dystans wyniósł ok. 150km. Po drodze udało nam się zwiedzić m.in. ruiny zamków i warowni leżących na trasie Rowerowego Szlaku Orlich Gniazd. Mamy nadzieję, że wyjazd ten stanie się początkiem innych inicjatyw rowerowych organizowanych w ramach klubowej sekcji rowerowej. Następnym razem może Bornholm? Jacyś chętni?

Asia Magdalińska

 

wtorek, 28 kwiecień 2015 00:00

Jaskinia Czarna na sportowo

Autor:

W miniony weekend (25-26.04) wybraliśmy się w Tatry małą ale wesołą ekipą. Jedni chcieli skorzystać z dobrej pogody i pochodzić po szlakach, ja chciałem trochę pobiegać po górach, natomiast głównym celem Bartka i moim było spróbowanie swoich sił w szybkim przejściu Jaskini Czarnej od otworu głównego do północnego. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Start niedziela rano.

Na podejściu od Polany Pisanej okazało się, że warunki są bardzo dobre, śnieg już zdążył zniknąć i ostatnia część stromego podejścia była łatwa i bezpieczna. Przed jaskinią szybko się przebraliśmy, stanęliśmy przed otworem i włączyliśmy stoper.

Współpracujemy z:

 

 

Jesteśmy członkiem PZA 
Współpracujemy z e-przemek.pl
 

 

Skontaktuj się z nami

Masz pomysł na ciekawą wyprawę, projekt?

Chciałbyś poznać wyjątkowych i wyjątkowo dzielnych ludzi?

Chciałbyś spróbować swoich sił w poruszaniu się po górach i jaskiniach?

skontaktuj się