Autorka:  2017-11-07

KRÓLEWNA ŚNIEŻKA I SZEŚCIU KRASNOLUDKÓW, czyli wycieczka szlakiem starych sztolni

(0 głosów)

W weekend 27-29.10.2017r. odbył się wyjazd do sztolni sudeckich, zorganizowany przez Jurka, który - zanim zaczął przemierzać korytarze jaskiń - penetrował pozostałości po dawnych kopalniach.

Przygoda rozpoczęła się rankiem 28.10. Pogoda była „dobra” – deszcz tylko lekko siąpił, a orkan Grześ jeszcze nie zdążył się rozpędzić. Na szczęście po krótkim spacerze od parkingu rozpoczęliśmy wycieczkę po podziemiach Kopalni Podgórze w Kowarach. Jest to druga, co do wielkości kopalnia uranu w Polsce, eksploatowana jeszcze w połowie XX w. przez Związek Radziecki. Najpierw nasza trasa wiodła ścieżką turystyczną przez półkoliste korytarze sztolni 19a oraz 19, z początku zabetonowane, a później wyciosane w skale. Ten etap pokonywaliśmy jeszcze zupełnie wyprostowani, idąc komfortowo po twardym podłożu. Ciekawostka – po prawej stronie tunelu w kopalni ciągnie się zazwyczaj płytki rowek, tzw. odwodnienie, wiodące do samego wylotu na powierzchnię. Jurek poinstruował nas, że w razie utraty światła należy podążać z lewą nogą w odwodnieniu, a wtedy zawsze trafimy do jakiegoś wyjścia. Spacer urozmaicały nam wystawy zabytkowego sprzętu górniczego oraz naczyń ze szkła uranowego. W świetle UV sprawiały wrażenie upiornej zastawy stołowej rodem z nawiedzonego zamku!

Fot.1 - "upiorna" zastawa

 

Część „turystyczna” zakończyła się dla nas w jedynym w Polsce Inhalatorium Radonowym. Stojące tam szczątki leżaków przypominają, że w latach 1974-1989 kuracjusze uzdrowiska w Cieplicach mogli skorzystać z podziemnych inhalacji gazem szlachetnym radonem. Wówczas celowo przekopywano korytarze tak, by uzyskać jak najwyższe stężenie tego promieniotwórczego pierwiastka. Dziś – wiele korytarzy zostało zamkniętych ze względu na zagrożenie zdrowotne.

Od tej pory opuściliśmy rewiry zwiedzane przez wycieczki i zaatakowaliśmy korytarze nieudostępnione standardowo turystom. Chwilę obserwowaliśmy nurków, przygotowujących się do zejścia w zalany szyb – i to nie byle jaki: właśnie w Kowarach padł rekord głębokości polskich nurkowań z wynikiem -157m. Nasz kontakt z wodą kopalnianą ograniczył się do wysokości kolan, gdy brodząc pomiędzy zawalonymi kłodami i stertami gruzu zagłębialiśmy się w uranową czeluść.

Ściany sztolni bogate są w kolorowe nacieki. Uwagę przykuwają żółtopomarańczowe plamy związków żelaza, niekiedy ozdobione igiełkami kryształów wapnia. Jednak największą atrakcją okazały się sole uranu – w świetle czołówek przypominały nacieki z kanarkowo żółtej farby, ale oświetlone latarką UV emanowały żółtozielonym światłem. Ciekawe formy przybierały też obecne miejscami grzybnie, rozciągające swoje białe plechy na zbutwiałym drewnie. W powietrzu unosił się zapach siarki, pochodzący z rozkładających się w wodzie szczątków organicznych.

 
Fot. 2 – sole uranu widziane w świetle UV                  Fot. 3 – zawalony korytarz
             

Po trzech godzinach penetrowania tego niesamowitego środowiska, cali ubłoceni wynurzyliśmy się na powierzchnię i popędziliśmy zaatakować kolejny obiekt.

Fot. 4 – gotowi do brodzenia w wodzie po pas

 

Sztolnia nr 7 kopalni Podgórze (tzw. „Liczyrzepa”) wymagała od nas już sprzętu specjalistycznego. Z uwagi na poziom wody, sięgający tu nieraz nawet do klatki piersiowej, zaopatrzyliśmy się w spodniobuty, by suchą nogą (i klatą) spacerować po zalanych podziemiach.

Fot. 5 – grafitowy korytarz
 
Fot. 6 – kryształy fluorytu                             Fot. 7 - trochę błota na dzień dobry i do widzenia :)
Fot. 8 – po wyjściu ze sztolni


Największą atrakcją tych korytarzy była według mnie niezwykła obfitość minerałów na ścianach – znane z wcześniejszego obiektu żelaziane rudości pokrywały tu znacznie większą powierzchnię. Upstrzone kroplami wody, wyglądającej jak żywica, dawały złudzenie prawdziwej Bursztynowej Komnaty. Kryształy fluorytu, tworzące lśniące, zielononiebieskie girlandy pod stropem, pozwalały poczuć się niczym w kopalni drogocennych kamieni. W jeszcze innych miejscach ściany pokrywał szaroczarny grafit – wyglądały jak posrebrzane (a do tego niemiłosiernie brudziły). Nie ma lekko – aby ujrzeć te wspaniałości, trzeba wpełznąć przez wąski, błotnisty wlot. Tą samą drogą się też wychodzi, co pozostawiło warstwę szlamu na gumowych strojach.

Następnego dnia podjęliśmy próbę ataku Sztolni Głównej kopalni Wolność. Obawialiśmy się, że poziom wody okaże się zbyt wysoki nawet dla spodniobutów. Na szczęście na miejscu okazało się, że część korytarzy da się zwiedzić. Niezbadane przez nas partie sztolni czekają na lato i niższy poziom wody, albo eksplorację z pontonem. Ciekawostką były ściany tworzące korytarze w tej kopalni, zbudowane ze skały, którą można było… odkruszyć ręką. Na myśl, że ta licha konstrukcja podtrzymuje zwały ziemi nad naszą głową, można się było poczuć całkiem nieswojo. Urozmaiceniem były również nietoperze, zimujące na ścianach i drutach sterczących pod stropem.

Po obmyciu się z błotka i wydostaniu na powierzchnię okazało się, że Grześ przybrał na sile, a kropienie przerodziło się w uczciwy deszcz. Daliśmy więc spokój z dalszą eksploracją podziemi – szczególnie, że pozostałe planowane kopalnie zakładały spory element spaceru. Zamiast tego naszą przygodę zakończyliśmy wizytą w pobliskim Karpaczu. Tutaj powitał nas opad śniegu, co nie przeszkodziło nam udać się do kościółka Vang, a potem na zasłużoną pizzę. 

Fot. 9 – czyści i susi (przynajmniej od środka)

 

W wycieczce udział wzięli:

Jurek Woźniak (organizator), Konrad Chojnacki, Krzysiek Chojnacki, Michał Smaga, Piotr Chrzanowski, Maciek Wilk i Anna Drapała
 
Tekst: Anna Drapała, zdjęcia: Piotr Chrzanowski, Michał Smaga

Krótki film z wycieczki -> https://vimeo.com/245091829

 

Przeczytano 395 razy

Podziel się

share on facebook share on linkedin share on twitter

Współpracujemy z:

 

 

Jesteśmy członkiem PZA 
Współpracujemy z e-przemek.pl
 

 

Skontaktuj się z nami

Masz pomysł na ciekawą wyprawę, projekt?

Chciałbyś poznać wyjątkowych i wyjątkowo dzielnych ludzi?

Chciałbyś spróbować swoich sił w poruszaniu się po górach i jaskiniach?

skontaktuj się