Autorka:  2017-11-07

Owca i stado

(1 głos)
Miał być babski wyjazd, a wyszło jak zwykle. Gdy tylko się coś dzieje i towarzyszą temu kobiece chichoty, to nagle znikąd pojawia się … facet! Każda tak naprawdę tego wyjazdu potrzebowała: Betka przed wyprawą w Kanin, Iza przed wyjazdem w Prokletije, Asia przed planowaną wyprawą do Picos, a Ola przed wyjazdem do Francji w Vercors. Ten facet nie był wcale nam potrzebny. Znacie te sytuacje, że czasem po prostu „nie wypada” odmówić? Jest coś w tym wszechświecie, że pewne rzeczy się po prostu w niewytłumaczalny sposób przyciągają. Czasem, zamiast się sprzeciwiać rzeczywistości i iść „pod prąd”, można odpuścić i popłynąć z nurtem rzeki. Tak też zrobiłyśmy. Przyjęliśmy zbłąkanego faceta do stada. Oczywiście pod pewnymi warunkami.

    

     Zapakowane po brzegi (a nawet i bardziej) wyruszyłyśmy jak zawsze do Zakopanego. I to punktualnie! Polana Rogoźniczańska była pełna, ale warunki tu panujące chyba wszystkich pozytywnie zaskoczyły. Nie zdziwiło nas, że jeszcze po 12-tej w nocy wiele osób, było w bardzo dobrych humorach. Nie siedziałyśmy jednak długo i szybko ukradkiem uciekłyśmy do namiotu.

     O 4.00 nad ranem (albo i wcześniej) obudził nas płacz dziecka, który dochodził z namiotu sąsiadującego. Wyrwał on ze snu na kilka godzin nie tylko mnie, ale i kilka pobliskich namiotów. Płacz zamiennie z krzykami nie ustępowały. Nasz poziom tolerancji do tego typu, nazwijmy to - „niedogodnień”, uzależniony jest od naszego charakteru, jakości snu z poprzednich dni, zmęczenia, być może nastawienia do świata, czy nawet od naszych „macierzyńskich” doświadczeń. Do tej pory nie mogę się nadziwić, że nikt, absolutnie nikt (a w tym ja!) nie zwrócił rodzicom uwagi, że ich dziecko budzi pół obozowiska. A wystarczyło uprzejmie poprosić i zapytać, czy nie mogliby np. pójść z nim na spacer. Taka reakcja być może uratowałaby nam sen, ale wszyscy woleli najprościej ponarzekać przy śniadaniu. Ta sytuacja nie dodała nam skrzydeł do działania z samego rana.
 
     - W południe zapowiadają burze – powiedziała Iza i wszystkie spojrzałyśmy na siebie, wiedząc, że trzeba się śpieszyć. Rano pojawił się Facet i przyglądał się naszej organizacji. Jednym z warunków dołączenia do stada było nie ingerowanie w nasze wyjścia jaskiniowe. Facet mógł natomiast służyć radą i pomocą, co zresztą robił z pełną akceptacją swojej pozycji. Został też naszą pogodynką. Co kilkadziesiąt minut dostawałyśmy update z lokalizacją burzy i informacją, ile nam zostało czasu do ulewy. Trudno jest się śpieszyć, gdy podchodzi się pod Marmurkę. Bo tam się idzie i idzie…
 
     Podejście pod otwór zweryfikowało naszą motywację i możliwości. Iza z Betką wiedziały, po co przyjechały i chciały przejść jak najwięcej. Nie straszne im były burze, powodzie i pożary. Asia została z nami do podejścia, a Ola nie tryskając entuzjazmem, wpadła w rozważania filozoficzne, po co w ogóle do tej jaskini iść. Facet bardzo szybko przyłączył się do tych rozważań, popierając tę bezsensowność. Gawędząc w najlepsze, stado w okrojonym składzie pięło się do góry.
   Gdy byliśmy już na wysokości otworu, zaczęło padać. Zdziwiliśmy się, że przy wejściu do jaskini jest już inna ekipa, która nie wypisała swojego wyjścia. Wymieniając uprzejmości, w ulewie zaczęliśmy się przebierać, naiwnie sądząc, że zdążymy. Tylko przed czym, skoro już lało? Ogromne kłęby chmur nadciągały pionowo w górę z dna żlebu. Wspaniałe widowisko, warte obserwacji. Zanim zjechaliśmy pierwszą studnię, byliśmy cali mokrzy. Nie było za wesoło.
     Doszliśmy do dna Czarnej Baszty. Ola,  telepiąc się z zimna, postawiła stopę na dnie i od razu zaczęła z powrotem wychodzić po linie. Za nią ruszyła reszta. Po dojściu do rozwidlenia w kierunku Piaskownicy postanowiliśmy się rozdzielić. Dzięki obecności Faceta, każdy tak naprawdę mógł zrealizować swoje potrzeby. Iza z Betką chciały zejść do Piaskownicy. Słysząc odgłosy drugiej ekipy , postanowiły poczekać, aż tamci wyjdą i wtedy ruszyć. Ola z Facetem zgodnie stwierdzili, że już jaskiń nie lubią i wolą obserwować „powiewy chmur nadciągających z dna żlebu”. Będąc bez żadnej komunikacji, dwa podzespoły spędziły oddzielnie ok. 1,5 h.
 
     Na zewnątrz trochę się rozpogodziło, deszcz kropił nam tylko na twarz, a chmury urządzały prawdziwy spektakl. Siedząc w „domku” z folii NRC w towarzystwie tatrzańskiej przyrody, można było czekać wieczność. Tymczasem na dole, kilka wyciągów niżej nikomu nie było do śmiechu. Betka z Izą, marznąc coraz bardziej, nie mogły się doczekać, aż ostatni członek ekipy przeciwnej wyjdzie z Piaskownicy. Martwiąc się o warun na zewnątrz, z zamarzniętymi dłońmi postanowiły w końcu wychodzić. Gdy stado pojawiło się już w komplecie, zeszło w dobrych humorach w doliny i wróciło do bazy.
 
 
 
     Została jeszcze niedziela. Wiadomo było, że tego samego dnia musimy jeszcze wrócić do Warszawy. Facet (już chyba na zawsze) zrezygnował z wyjść jaskiniowych, skupiając całą swoją uwagę (w myślach) na canyoningu. W ten sposób owieczka na zawsze odłączyła się od stada. Tymczasem Ola zmotywowana porannym słońcem, razem z Betką, Izą i Asią ruszyła do Czarnej.
 
 
     W Czarnej udałyśmy się do rzadko odwiedzanych partii III komina i tam w niezłych humorach zwiedzałyśmy nieznane nam wcześniej korytarze jaskini. Błądząc w najlepsze, po ok 2 godzinach, w końcu odnalazłyśmy się na szkicu jaskiniowym. Ostatnią ściankę przewspinała Iza, z góry nawołując o niesamowitach widokach z otworu wyjściowego. To było najpiękniejsze zakończenie akcji jaskiniowej w moim prawie trzydziestoletnim [sic!] życiu. Nie było tam gór wysokich, ostrych szczytów czy turkusowych jezior. Były nasze Tatry i my wiele metrów nad ziemią.
 
 
     Po ostatnich zjazdach i ponownym podejściu do otworu, zapakowałyśmy swoje wory i z odparzonymi stopami wróciłyśmy na bazę. Wierna owieczka upewniła się, czy wszystko z nami w porządku. Szkoda było wracać do Warszawy i zostawiać Owcę samą sobie.
 
 
Relacja: Ola Guzek
Zdjęcia: Iza Pałygiewicz, Ola Guzek
Przeczytano 438 razy

Podziel się

share on facebook share on linkedin share on twitter
Joanna Magdalińska

Nieuleczalna kociara, miłośniczka aktywnego wypoczynku, nałogowa degustatorka tanich win, kolekcjonerka skał radioaktywnych... Zapytaj co myślę, a z pewnością odpowiem Ci z gracją i szczerością Małej Mi z Muminków;)

Współpracujemy z:

 

 

Jesteśmy członkiem PZA 
Współpracujemy z e-przemek.pl
 

 

Skontaktuj się z nami

Masz pomysł na ciekawą wyprawę, projekt?

Chciałbyś poznać wyjątkowych i wyjątkowo dzielnych ludzi?

Chciałbyś spróbować swoich sił w poruszaniu się po górach i jaskiniach?

skontaktuj się